Simsy – sposób na zły dzień

Czasami przychodzą takie dni, podczas których w jakiś niewyjaśniony sposób nie mamy na nic ochoty. Na szczęście nie ma co się martwić na zapas – wystarczy mieć odpowiednie koło ratunkowe. Gdy już nadejdzie ten nieszczęsny dzień, bez chwili namysłu uruchamiam moją ulubioną grę komputerową – tak zwane „Simsy”.

The Sims to seria gier symulacyjnych wydanych przez Electronic Arts. Producentami są Maxis oraz The Sims Studio. Seria składa się z czterech części. Mimo, że główny temat każdej z nich jest taki sam, to różnią się one diametralnie. Światowa premiera pierwszej części odbyła się 31 stycznia 2000 roku, natomiast w Polsce pojawiła się 2 marca 2000 roku. Obecnie gra jest znana na całym świecie. Sięgają po nią osoby w różnym wieku. Każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Grę rozpoczynamy tworząc postacie Simów, którym przypisujemy cechy charakteru oraz wyglądu. Ty decydujesz o ich zainteresowaniach, aspiracjach oraz umiejętnościach. Twoje decyzje mają ogromny wpływ na ich dalsze losy. W ostatniej części – The Sims 4 – mamy największe pole do popisu. Możemy zmienić dosłownie wszystko – od kształtu sylwetki po szerokość źrenic czy rozmiar stopy. Natomiast The Sims 3 daje nam możliwość zaprojektowania własnych ubrań o odpowiednim kolorze i wzorze. Jedynym ograniczeniem jest nasza wyobraźnia. W każdej części zostaje nam przydzielona określona suma pieniędzy – „Simoleonów”, za które możemy kupić pierwsze mieszkanie. Nie jest to zbyt astronomiczna suma, dlatego początki bywają trudne. Gdy już zarobimy swoje pierwsze Simoleony możemy sobie pozwolić na zmianę wyglądu naszego mieszkania. Jeśli ktoś zawsze marzył, aby zostać dekoratorem wnętrz, to jest to idealna gra dla niego. Możemy zaprojektować oraz wybudować swój własny dom. Miłośnicy zieleni nie mają się o co martwić, ponieważ jest tu również możliwość stworzenia pięknego ogrodu.

Jeśli już się nagrasz to można oglądnąć jakiś film http://fancamp.eu/2017/02/jak-ukrasc-ksiezyc-recenzja/

Moim zdaniem seria gier The Sims jest świetnym rozwiązaniem na ponure dni – i nie tylko! Wystarczy parę minut, aby pokochać tę formę relaksu i stać się prawdziwym „Simomaniakiem”.