„Jak ukraść księżyc” – recenzja

Kinematografia rozwija się w kosmicznym tempie. Możliwości, jakimi dysponują producenci filmowi, raz po raz wprowadzają widzów w zachwyt. Dobre kino to nie tylko filmy akcji, ale przede wszystkim te, które wywołują w nas emocje i skłaniają do refleksji. Właśnie w takim celu zaczęto używać bajki, jako doskonałej formy przekazu wartości oraz humoru. Idealnym tego przykładem jest opowieść z uczestniczącymi w niej małymi żółtymi stworami, przypominającymi roześmiane tik-taki. Mowa tu o Minionkach, a pierwsza część filmu z ich udziałem nosi nazwę „Jak ukraść księżyc”.

Cała historia opowieści kręci się wokół „czynienia zła”. Głównym bohaterem jest Gru, który w bajce nazywany jest złoczyńcą. Jego największym marzeniem jest ukraść księżyc i stać się największym złodziejem w historii ludzkości. Zanim tego dokona, nasz bohater napotka na swej drodze wiele przeszkód. Główną z nich, jest kolejny osobnik, który również ma ambicje zdobycia tytułu największego złoczyńcy w historii świata. Gru jest samotnym zgorzkniałym mężczyzną, niezdolnym do jakichkolwiek uczuć, a jego pasją są kradzieże i czynienie zła. Bohaterowi towarzyszy cała armia jego pracowników – Minionków. Kiedy mają gotowy plan, aby w końcu wyruszyć po marzenia, okazuje się to niemożliwe, ze względów finansowych. Specjalny Bank Zła odmawia udziału w akcji, ponieważ ma innego faworyta. Gru za wszelką cenę, chce zrealizować swój cel i podstępnie wykorzystuje do tego trzy dziewczynki z sierocińca. Dzięki dzieciom Gru może wykraść konkurentowi Vectorowi niezbędne do jego „skoku” urządzenie – zmniejszacz i zakończyć swój plan pomyślnie. Tak też się dzieje. Jednak na drodze do sukcesu znów pojawiają się komplikacje, gdyż Gru zaczyna „mięknąć” w stosunku do dziewczynek. Przywiązuje się do nich coraz bardziej, aż w końcu stają się dla niego na tyle ważne, że chce przesunąć akcję wyprawy po księżyc. Niestety, widzą to jego współpracownicy i oddają dzieci do sierocińca. Kiedy złoczyńca leci w kosmos i kradnie tytułowe trofeum, dociera do niego, że jednak nie to jest jego marzeniem. To właśnie dzieci sprawiły, że zaczął się uśmiechać i to właśnie one są jego biletem do szczęśliwego życia.

Jak ukraść księżyc, to bardzo dobra opowieść, pełna scen wywołujących uśmiech, jak i tych, wzruszających. Doskonale pokazuje, jak człowiek zmienia się pod wpływem dzieci na lepsze.